wtorek, 1 września 2009

Szalony nagi dzień

bodypainting
O mój Boże, czy mogło być coś bardziej stresującego niż stanie się żywym płótnem na lokalnym festiwalu pieczonych pyszności? To nie jest właśnie to, co masz na myśli, gdy myślisz o poczuciu wolności i beztroski! Ale, no cóż, jak to mówią, "nic nie ryzykujesz, nic nie wygrywasz", prawda? Tak więc, zanim się obejrzałam, znalazłam się w miejscu, gdzie kilka godzin później miałam stać się członkiem sztuki na żywo. Nawet nie miałam pojęcia, jak wygląda moje "projektowanie" na dziś. Czy będę kwiatkiem? Wężem? Może jakimś kosmicznym galaktycznym obiektem? A może, że ja po prostu będę ja, z kolejnym kubkiem kawy w ręce, robiącą to samo minę, jaką zawsze robię, kiedy ktoś próbuje mi zrobić zdjęcie. Ale wiesz co? Zawsze mówię, że życie jest jedną wielką niespodzianką. Kiedy skończyłem się odliczać od tysiąca w dół, z trzymaną butelką w ręce - powiedziałam, to jest moje ciało, więc za co bym się nie zgodziła na rozpoczęcie tej przygody, choćbym chciała wrócić, już nie ma odwrotu. Jestem zaskoczona, ale rzeczywiście czuję się jak część dzieła sztuki! Zza kadru czuję się jak odwrócony Monet, lub może Picasso wkraczający w teren abstrakcji. Czy ktoś zauważy, że mój uśmiech lekko drgnie, gdy dzieciak, którym wydawało się, że byłem chodzącą encyklopedią owoców, zaczyna krzyczeć "Patrz, to bananowiec! Albo może palmowoc! Lub... czegoś podobnego!" Słuchaj, może to nie była moja kariera marzeń, ale na pewno dodała jej trochę koloru!Obraz seksownyCóż, gdybym miała rękę wyciągniętą po najlepszą chwilę na relaks, to zdecydowanie nie byłoby to to, co się stało po festiwalu. Po całym dniu malowania i przemierzania stoisk z pysznymi przysmakami, czułam się bardziej jak martwy Picasso niż kiedykolwiek. Więc zamiast idyllicznego odpoczynku w stylu "spa i relaks", znalazłam się w... no, nazwijmy to "klasycznym" zapleczu festiwalowym. Brudne podłogi, połamane krzesła, tony śmieci i brak szampana czekającego na moje malujące dłonie. Ale cóż, gdy człowiek czuje się jak prawdziwa sztuka, to nawet najgorsze zaplecze nie jest w stanie tego zepsuć! Więc siedziałam tam, z moim artystycznym kompanem, otoczona przez puszkę farb i pudełka po fast foodzie, myśląc sobie, że to musi być prawdziwa miłość, jeśli potrafimy się bawić w takich warunkach. W końcu, kiedy jesteś z kimś, kto maluje twoje ciało i nadal chce z tobą rozmawiać o swoich dziełach sztuki, to musi być coś wyjątkowego, prawda? Cóż, może to nie był mój najpiękniejszy moment, ale z pewnością był jednym z tych, które niezapomniane. Bo czasami najlepsze historie rodzą się z tych najmniej spodziewanych sytuacji, nawet gdy masz wrażenie, że twój świat wygląda jak tytułowy "Guernica". Ale cóż, tak właśnie jest ze sztuką - nigdy nie wiesz, gdzie znajdziesz swoje najpiękniejsze dzieła!
Obraz
Och, ta karteczka... Chyba każdemu z nas zdarzyło się zrobić coś takiego - myśleć, że wyglądasz świetnie, a potem odkryć, że wyglądasz jak pomalowane weseleńskie kielichy. Ale ja, zamiast wrzucić do kosza karteczkę i udawać, że nic się nie stało, postanowiłam zrobić coś, co najlepiej mi wychodzi: przekuć kłopot w zabawną anegdotę! Tak więc wrzuciłam to zdjęcie na media społecznościowe, dodając opis: "Kiedy myślisz, że wyglądasz jak gwiazda z okładki, ale potem odkrywasz, że to tylko efekt sztuki bodypaintingu... Ups! #ArtisticDisaster #GimmeMyFaceBack". Cóż, na szczęście moje przyjaciele zawsze potrafią się pośmiać z moich kłopotów, a ja zyskałam trochę darmowych punktów za odwagę i poczucie humoru. Bo czasami trzeba umieć się śmiać z samej siebie, żeby przetrwać te wszystkie szalone przygody, którymi nasi los rzuci nas codziennie!toples dziewczyny

A więc tak to się zaczęło... Mój pierwszy raz na plaży topless. To był moment, na który czekałam z niecierpliwością i niepewnością jednocześnie. Ale w końcu postanowiłam, że nie ma co się bać, żeby pokazać światu trochę więcej mojej naturalnej urody.

Jak to zawsze bywa, kiedy podejmujemy nowe wyzwania, trochę się bałam tego, co pomyślą inni ludzie. Ale w końcu, razem z moją odważną przyjaciółką, stanęłyśmy na brzegu morza i odważyłyśmy się zdjąć górę stroju kąpielowego. Czułam mieszankę podekscytowania i niepewności, ale z każdą sekundą czułam się coraz pewniej.

Oczywiście, nie obyło się bez paru spojrzeń, ale wtedy zdawało mi się, że każdy na plaży patrzy na mnie. Teraz, kiedy na to wracam, zdaję sobie sprawę, że większość ludzi po prostu zajmowała się swoimi sprawami, a moje topless było dla nich zupełnie normalne. To było takie wyzwalające uczucie - poczuć wiatr i słońce na swojej skórze bez żadnych ograniczeń.

Nie chcę brzmieć jakby to było coś niesamowicie rewolucyjnego, ale dla mnie to było ogromnym krokiem w kierunku akceptacji siebie samej i swojego ciała. A to było coś, co chciałam zrobić od dawna - po prostu być sobą, bez żadnych pretensji.


No więc, siedzę sobie na plaży, czuję piasek między palcami u stóp, a tu nagle... z zaskoczenia dostaję solidną porcję wody prosto w twarz! Bez ostrzeżenia, bez litości, jakbym była częścią jakiegoś słabego dowcipu.

Zerwawszy się z leżaka, zaczynam biegać wokół, próbując zlokalizować źródło tej niezapowiedzianej morskiej inwazji. I co widzę? Mój chłopak, który trzyma w ręku wiaderko i ma szeroki uśmiech na twarzy, jakby właśnie zdobył złoty medal w konkursie na najbardziej nieznośnego komicznego partnera.

"Przepraszam, ale to było konieczne!" krzyczy, próbując bronić swojego czynu, jakbyśmy byli na wojnie z morzem, a woda była naszą jedyną bronią.

Ale co ja mogę powiedzieć? To był tylko kolejny dzień na plaży, a każda przygoda, nawet taka mokra, tworzy wspomnienia, prawda?

Ależ oczywiście! Po całej tej akcji z wodą, nagle uświadamiam sobie, że... o matko! Przecież po zmyciu tej farby z bodypaintingu, zostałam kompletnie naga! Cały dzień chodziłam wśród ludzi, całkowicie o tym nie mając pojęcia. Zrobiło mi się naprawdę gorąco.

Szybko biegnę do chłopaka, który teraz, zamiast wyglądać jak mój książę na białym koniu, bardziej przypomina wrzeszczącego dziecko na plaży. Muszę przyznać, że byłam zdezorientowana, zakłopotana i przede wszystkim strasznie zawstydzona.

"Przepraszam, naprawdę nie zdawałam sobie sprawy!" krzyczę, prosząc go o wybaczenie za moją totalną nieświadomość.

Tym razem nawet on nie ma nic do powiedzenia. Spogląda na mnie z tym samym zdziwieniem, jakbym właśnie odkryła sekret jego przeszłości, który do tej pory starannie ukrywał.

I teraz, gdy opadam na ręce, cała czerwona ze wstydu, zastanawiam się, czy ta plażowa katastrofa na zawsze zostanie z nami jako legenda o naszej niezapomnianej wyprawie na plażę.